czy warto kupić złoto w gruzji

Z biegiem czasu zakłady pod marką Sarajishvili otworzyły się nie tylko w Gruzji, ale także w Erewaniu, Baku, Kalarash i innych miastach.. Dziś słynny koniak posiada ponad 200 różnych międzynarodowych nagród, a napoje wyprodukowane na początku XX wieku są nadal przechowywane i „dojrzewają” w piwnicach pierwszej fabryki w Tbilisi. Ważna informacja dotycząca internetu w Gruzji: w wielu miejscach jest dostęp do darmowego Wi-Fi, niemniej najlepiej kupić kartę SIM do telefonu. Karty są rejestrowane, stąd konieczność podpisania umowy. Bezpieczeństwo w Gruzji. Czy w Gruzji spędzimy bezpieczne wakacje? Na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych znajdziemy Wakacje w Gruzji w lipcu pozwalają nie tylko na słoneczny wypoczynek, ale również na odkrywanie w pełni wszystkich zalet tego niezwykłego kraju. Czytaj również kiedy warto pojechać na Dominikanę. Gruzja pogoda sierpień. Pogoda w sierpniu w Gruzji jest dosyć podobna do tej, z jaką mamy do czynienia w lipcu. Zdecydowanie lepiej sprawdza się inwestycja w złoto fizyczne, do którego zalicza się: monety bulionowe; sztabki. Taka forma inwestowania jest naprawdę bezpieczna. Jeśli nie chcesz paść ofiarą burzliwych zawirowań gospodarczo – politycznych, szukasz bezpiecznej inwestorskiej przystani, wykonane ze złota sztabki i monety sprawdzą Wprowadzenie: Turcja jest jednym z największych producentów i konsumentów złota na świecie. W związku z tym, wiele osób zastanawia się, czy opłaca się tam inwestować w ten metal szlachetny. W tym artykule przeanalizujemy, czy kupowanie złota w Turcji jest opłacalne i jakie są jego perspektywy na przyszłość. Aktualna sytuacja rynku złota w Turcji Czy w … Was Ist Besser Single Action Oder Double Action. Inwestowanie w złoto w dobie ogromnej inflacji to obowiązek. Sprawdziliśmy, gdzie kupić złoto. Zobacz, dlaczego inwestycja w złoto jest ok. Moja prababcia przez wiele lat oszczędzała pieniądze. Rodzina odmawiała sobie przyjemności, aby wykupić dzierżawioną ziemię. Gdy w 1950 roku przyszedł kryzys i hiperinflacja, jej oszczędności życia zmieniły się w papiery, których jedyną funkcją stało się rozpalanie pieca. Gdyby prababcia trzymała oszczędności w kruszcu, zapewne miałaby niezłą emeryturę bez ZUS. Dawniej wiedza ekonomiczna była trudna do zdobycia. Dziś można ją nabyć czytając blogi ekonomiczne lub książki wolnościowe. Warto, aby oszczędności naszego życia nie roztrwoniły się przez decyzje polityków i bankierów. Z tego artykułu dowiesz się: czy warto inwestować w złoto, kiedy warto kupić złoto, jak i gdzie kupić fizyczne złoto, jak się ustrzec przed fałszywkami, jakie są alternatywne formy inwestowania w złoto, jak anonimowo kupić złoto, gdzie przechowywać złoto, jak wysoki jest podatek od złota, czy możliwy jest zakup złota na firmę? Trzy zasady bezpiecznego inwestowania Choć złoto jest pewnym środkiem lokowania oszczędności, to mimo wszystko trzeba brać pod uwagę inne możliwości utraty kapitału. Oszczędności można stracić nie tylko na podstawie spadku kursu (giełda), czy inflacji (gotówka). W przypadku złota, utrata majątku może wyniknąć z decyzji rządu lub zwykłej kradzieży. Nie ma wolności bez odpowiedzialności, dlatego bądź odpowiedzialny za swoje oszczędności. 1. Inwestuj tyle, ile możesz stracić Ta zasada obowiązuje wyłącznie w przypadku alternatywnych form inwestowania w złoto, czyli grania na giełdzie (zakup jednostek ETF lub kontraktów terminowych). Fundusze i spółki w większości nie mają oparcia w złocie, lecz w spekulacji. W przypadku zakupu fizycznego złota ta zasada nie obowiązuje. Co do fizycznego złota, to istnieją dwie możliwości utraty środków: ingerencja państwa, kradzież. Państwo może nakazać obywatelom zwrócić całe złoto, jak to było w USA w 1933 roku. Rozporządzenie wykonawcze nr 6102 podpisane przez prezydenta USA Franklina D. Roosevelta, zmuszało ludzi do wymiany całego posiadanego złota na dolary, po z góry ustalonym kursie. Za niewykonanie polecenia groziła kara 10 lat więzienia. Podobne prawo wprowadzono w Polsce (1950r.) i w Australii (1959r.). Druga możliwość to kradzież. O ile przed kradzieżą możesz się zabezpieczyć (sposoby w dalszej części artykułu), o tyle od decyzji demokratycznych polityków jedynym ubezpieczeniem jest niezgoda na przymus i anonimowe zakupy. 2. Dywersyfikuj produkty, w które inwestujesz To, że złoto jest najbardziej trwałym sposobem przechowywania pieniędzy nie oznacza, że za całe oszczędności masz kupować sztabki i monety! Tak, jak nie warto trzymać wszystkich pieniędzy w jednym banku, tak samo ryzykowne jest inwestowanie w jeden produkt. 3. Myśl długoterminowo Kupując w 1980 roku złoto, podwoiłbyś dzisiaj swoje oszczędności. Jeśli jednak w czasie wielkiego spadku wartości wystraszyłbyś się i wyciągnął pieniądze, to straciłbyś połowę kapitału. Złoto jest inwestycją długoterminową i nie warto zaprzątać sobie głowy chwilowymi spadkami. Czy warto inwestować w złoto? 1. Zabezpieczenie przed inflacją i kryzysem W dzisiejszych czasach złoto jest jednym z najlepszych sposobów na przechowywanie oszczędności. Kruszec jest doceniany zwłaszcza w czasach kryzysów i inflacji. Gdy siła nabywcza pieniądza spada, a razem z nią topnieją nasze oszczędności, złoto pozostaje niewzruszone. Od 1970 roku cena uncji złota wzrosła z 38$ do 1250$, a więc 35-krotnie. Tymczasem wartość dolara spadła sześciokrotnie. Podobnie jest ze złotówką. Pamiętacie, ile kosztował chleb jeszcze 20 lat temu? Spadek wartości pieniądza ma związek z masowym drukowaniem pieniędzy przez państwo oraz przyzwoleniem polityków na „tworzenie pieniędzy z niczego” przez banki komercyjne. Złoto zawsze było najlepszym zabezpieczeniem przed inflacją. To tylko kwestia czasu, kiedy inflacja eksploduje. Złoto dostosuje swoją wartość do podaży pieniądza i podrożeje. Patrząc wstecz, podczas hiperinflacji w Republice Weimarskiej za 1 uncję złota można było kupić kilka lokali handlowych w centrum Berlina! Inwestycja w złoto to jeden ze sposobów oszczędzania na emeryturę. Sprawdź inne możliwości, jak oszczędzać na emeryturę bez ZUS. Zaufanie do państwa to najgorsze, co można zrobić dla siebie i przyszłych pokoleń. 2. Złoto jest niedowartościowane Cała machina pieniądza fiducjarnego oparta jest o zaufanie do państwa i bankowości. System bankowy istnieje tylko dlatego, że ludzie masowo nie wypłacają swoich pieniędzy. To, co teraz przeczytasz może wydać Ci się straszne, ale tak właśnie działa bankowość. Stopa rezerw obowiązkowych w Polsce wynosi ok. 3,5%. Oznacza to, że z każdych wpłaconych przez Ciebie 100zł, bank musi trzymać w rezerwie 3,5zł. 96,5zł pożycza ludziom, którzy najczęściej znowu wpłacają te pieniądze do banku. Bank 3,5% trzyma, a resztę pożycza itd. itd… Gdyby co dwudziesty Polak poszedł do banku wybrać wszystkie oszczędności, to system z dnia na dzień ległby w gruzach. Niestety, razem z systemem przepadłby dobytek milionów ludzi, którzy powierzyli bankom swoje pieniądze. Dlatego rządy starają się „wyciąć” z obiegu gotówkę i zastąpić ją pieniądzem elektronicznym. Dlaczego o tym piszę? Ponieważ stopa rezerw obowiązkowych dotyczy także złota! Jeśli bank otrzyma do zdeponowania 100 kg złota, to 96,5 kg złota może pożyczyć. Oczywiście nie pożycza fizycznego złota, a jedynie papier, na którym jest napisana wartość pożyczonego złota. Rynek „papierowego złota” urósł przez lata do niewyobrażalnych rozmiarów. Oznacza to nie mniej, nie więcej, jak ogromne niedowartościowanie metalu. Jeśli któregoś dnia ludzie przyjdą do banku odebrać swoje złoto, to wystarczy go dla garstki ludzi. Na potwierdzenie moich słów przedstawiam twarde dane. Handel „papierowym złotem” w 2011 odpowiadał za ponad 50 mld uncji. Roczna produkcja złota wynosi 83 mln uncji, natomiast całkowita liczba wydobytego kiedykolwiek złota wynosi 5,4 mld uncji. Tak, w obrocie jest 10 razy więcej „złota”, niż zostało wydobyte :) Jeśli ta bańka kiedyś pęknie, to mając złoto schowane w swoim skarbcu, ziemi – obojętnie, byle nie w banku, zyska ono na wartości niewyobrażalnie. Książki o inwestowaniu w złoto Na rynku wydawniczym jest kilka książek o inwestycji w złoto, które warto poznać bliżej. Najciekawsze są dwie. Są to „Inwestowanie w złoto i srebro” Tomasza Witkiewicza oraz „Jak inwestować w złoto i srebro” Michaela Maloneya. Obydwie zyskują pozytywne opinie recenzentów. Jak inwestować w złoto i srebro – Michael Maloney Zabezpiecz swoją finansową przyszłość Kup w księgarni Książka opisuje historię cykli gospodarczych, które czynią złoto i srebro najważniejszym standardem monetarnym. Ponadto z książki dowiesz się, dlaczego inwestycja w złoto to jedna z najbardziej opłacalnych, najprostszych i najbezpieczniejszych inwestycji. Autor przedstawia gdzie, kiedy i jak zainwestować pieniądze w złoto i dzięki temu osiągnąć maksymalne zyski – niezależnie od aktualnego stanu gospodarki. Wyjaśnia ponadto jak uniknąć pośredników i przejąć kontrolę nad własnymi finansami, osobiście przeprowadzając swoje inwestycje. Warto brać poprawkę na sytuację w Polsce, gdyż autor to Amerykanin. Inwestowanie w złoto i srebro – Tomasz Witkiewicz Pierwsze kroki z metalami szlachetnymi Kup w księgarni Wreszcie polski punkt widzenia na złoto. Autor wie, że Polacy nadal traktują inwestycję w złoto jako abstrakcję i coś staromodnego. Pan Witkiewicz opisuje inwestowanie w złoto materialne, fizyczne. Czytając tę książkę dowiesz się wielu przydatnych informacji podczas pierwszego etapu w przygodzie ze złotem inwestycyjnym. Autor chce, aby wiedza zawarta w książce pomogła Ci przygotować się do wejścia na rynek metali szlachetnych. Przekazuje wiedzę, którą zdobył podczas kilkunastoletniej praktyki inwestora lokującego oszczędności w metalach szlachetnych. Ponadto dzieli się sekretami właściciela firmy handlującej złotem i srebrem oraz numizmatami. Kiedy warto kupić złoto Manipulacje opisane w poprzednim punkcie mają duży wpływ na cenę złota, ponieważ rynek papierowego i fizycznego złota jest połączony. Cena kruszcu rośnie przede wszystkim w czasie kryzysów. Dlatego złoto najlepiej kupować pod koniec prosperity. W czasie, gdy gospodarka rośnie, warto stawiać na inwestycje. Osoby, które kupiły złoto w 2011 roku, czyli w czasie rekordowo wysokiej ceny, najpewniej przez długie lata będą na minusie. Nie powinny się jednak martwić, jeśli inwestują długoterminowo. Kupowanie złota to zdecydowanie inwestycja na długie lata, a wyjątkiem są ETF-y. Ci, którzy kupili złoto na początku lat 80. musieli czekać prawie 30 lat na wzrosty. Na poniższym wykresie kursu złota widać wyraźnie długoletni trend wzrostowy. cena złota, wykres 1970 – 2017 Warto wiedzieć, że na spadek cen złota w 2013 roku (widać to na wykresie) miała wpływ wyprzedaż złota przez Cypr. Pomoc zagranicznych organizacji dla zadłużonych krajów jest często uwarunkowana. Takim warunkiem jest np. sprzedaż złota trzymanego w skarbcach. Cena złota rośnie, gdy utrzymywane są niskie stopy procentowe. Wraz ze wzrostem stóp procentowych, inwestorzy przekierowują kapitał do obligacji i lokat bankowych, w efekcie czego cena złota zaczyna spadać. Jak znaleźć dilerów złota? Najprościej wpisać w wyszukiwarce „złoto inwestycyjne” i przejrzeć kilku pierwszych dilerów. Dla potrzeb artykułu, ceny złota zaczerpnąłem z mennicy państwowej, choć jest to jeden z najdroższych sprzedawców. O wiele taniej możesz kupić złoto bezpiecznie w sklepie który ma siedzibę w Katowicach. Warto przy każdym większym zakupie pytać o rabat. Na cenę złota składa się spot (cena właściwa po kursie) i marża dilera. Sprawdź też: Ranking sklepów ze złotem – gdzie kupić złoto inwestycyjne? Złoto inwestycyjne – złotem inwestycyjnym jest złoto w postaci sztabek lub płytek o próbie co najmniej 0,995 oraz złoto reprezentowane przez papiery wartościowe. Ponadto złotem inwestycyjnym są również monety spełniające cztery warunki: posiadają próbę co najmniej 0,900 (1), zostały wybite po 1980 r. (2), są lub były obowiązującym środkiem płatniczym w kraju pochodzenia (3), są sprzedawane po cenie, która nie przekracza o więcej niż 80% wartości rynkowej złota zawartego w monecie. a) złote sztabki Myśląc o zakupie złota, większość ludzi ma przed oczami złote sztabki. Takie, które widzieli w filmach :) Dobra wiadomość jest taka, że istnieje możliwość zakupu złota w formie sztabek. W czasach pokoju łatwiej sprzedać sztabkę niż monetę, z uwagi na większy popyt na ten rodzaj złota. Zła wiadomość – w przypadku wojny trudno będzie nimi płacić. Zwłaszcza, jeśli kupisz ciężką sztabkę. Najtańsze sztabki ważą 1 gram i kosztują ok. 200 – 300 zł. 1-uncjowa sztabka (31,1 g) to wydatek rzędu 5000 – 6000 zł. Ceny są oczywiście uzależnione od kursu złota. Złote sztabki – różne wielkości Ceny złotych sztabek w Mennicy Polskiej – różnica między 2018 a 2021 rokiem 1g – 205 zł (2018 rok) / 325 zł (2021 r.) 2g – 375 zł (2018 rok) / 590 zł (2021 r.) 5g – 900 zł (2018 rok) / 1445 zł (2021 r.) 10g – 1760 zł (2018 rok) / 2780 zł (2021 r.) 20g – 3485 zł (2018 rok) / 5515 zł (2021 r.) 1oz. (uncja) – 5200 zł (2018 rok) / 8255 zł (2021 r.) 50g – zł (2018 rok) / zł (2021 r.) 100g – zł (2018 rok) / zł (2021 r.) 500g – zł (2018 rok) / zł (2021 r.) 1000g – 164 020 zł (2018 rok) / zł (2021 r.) b) złote monety O wiele bardziej bezpieczną inwestycją od zakupu sztabek jest zakup złotych monet. Monety są nieco droższe (działa tutaj efekt skali, monety są lżejsze), ale na wypadek wojny będą o wiele lepszym środkiem płatniczym. Kupując złote monety warto brać pod uwagę wyłącznie monety bulionowe (bez wartości numizmatycznych). Najbardziej popularne monety bulionowe to: Krugerrandy z RPA, kanadyjski Liść Klonowy, australijski Kangur i austriacka Filharmonijka. Tego typu monety ważą 1 oz. Lżejszych nie opłaca się kupować z uwagi na cenę. Cena monety 1 oz to spot + ok. 4% marży, natomiast przy lżejszych monetach marża dilera rośnie kilkukrotnie. Złote monety, od lewej: (1)australijski Kangur, (2)amerykański Orzeł, (3)kanadyjski Liść klonowy, (4)Krugerrand z RPA, (5)Filharmonicy z Austrii. Jeszcze jedną zaletą monety bulionowej jest jej sklasyfikowanie jako legalnego środka płatniczego. To zapewnia Ci możliwość przewiezienia jej z kraju do kraju. Ceny złotych monet w Mennicy Polskiej – różnica między 2018 a 2021 rokiem Australijski Kangur 1/2 oz – 2735 zł (2018 r.) / 4255 zł (2021 r.) Kanadyjski Liść Klonowy 1/2 oz – 2735 zł (2018 r.) / 4255 zł (2021 r.) Krugerrand RPA 1/2 oz – 2735 zł (2018 r.) / 4255 zł (2021 r.) Filharmonicy Wiedeńscy 1 oz – 5130 zł (2018 r.) / 8000 zł (2021 r.) Bielik – 100-lecie Odzyskania Niepodległości 1 oz – 5105 zł (2018 r.) / 8975 zł (2021 r.) Podróbki złota – jak się ustrzec Inwestowanie w złoto to także wiedza. Jeśli diler, od którego chcesz kupić złoto działa na rynku od kilku lat i posiada sklep stacjonarny, to można być w miarę pewnym co do uczciwości. W sklepie stacjonarnym powinieneś móc kupić za gotówkę najpopularniejsze złote monety: Krugerrand, kanadyjski liść klonowy i wiedeńskich filharmoników. Podstawową zasadą bezpieczeństwa jest zakup za gotówkę, na miejscu, z ręki do ręki. Wysyłki są odradzane, ale i praktykowane ze względów wygody. Kupowanie złota przez Internet to zawsze ryzyko. Najbezpieczniej jest dokonać zakupu złota w banku lub mennicy. Ryzykowniejsze jest kupowanie sztabki złota ważącej 100g, niż takiej, która waży 1 oz. Większe sztabki można łatwiej podrobić. Znane są przypadki sprzedaży sztabek złota ważących nawet 100g, które jak się okazywało były pozłacanym wolframem. Monety bulionowe także są podrabiane, głównie w Chinach. Więksi dilerzy muszą dbać o bezpieczeństwo swoich klientów, dlatego polecane jest kupowanie właśnie u nich. Czasem warto zapytać firmę, czy posiada urządzenie potrafiące wykryć podróbki. Znaczące firmy posiadają spektrometr do badania monet, co w sumie wyklucza zakup fałszywki. Mennice co roku wprowadzają nowe utrudnienia dla fałszerzy. W celu większego bezpieczeństwa warto kupować monety z aktualnych roczników. sztabka złota podrobiona wolframem Własny test na prawdziwość możesz wykonać za pomocą magnesu. Złoto jest obojętne magnetycznie, w przeciwieństwie do metali. Jeżeli po przystawieniu magnesu do monety wyczujesz przyciąganie, to niewątpliwie masz do czynienia z podróbką. Z pomocą przychodzi także technologia. Na rynku istnieją aplikacje (np. Bullion Test), które pozwalają stwierdzić prawdziwość monet. Kolejna opcja na sprawdzenie prawdziwości, to porównanie zakupionej monety z oryginalną specyfikacją. Do tego celu służy np. suwmiarka. Poniżej tabela z oryginalnymi specyfikacjami złotych monet: Krugerrand RPA Filharmonicy AUSTRIA Liść klonowy KANADA Kangur AUSTRALIA grubość 2 średnica 37 30 waga g g 31103 g g Alternatywne formy inwestowania w złoto Alternatywne formy inwestowania polegają na handlu „papierowym złotem” i spekulacji. Jeżeli chcesz zakupić ETF-y na złoto, akcje spółek wydobywających złoto lub zainwestować w kontrakty terminowe, musisz otworzyć konto maklerskie. W Polsce jedną z popularniejszych i bezpiecznych platform maklerskich jest XTB .COM. Możesz założyć testowe konto demo i wypróbować platformę inwestycyjną. 1. Złote fundusze ETF Jedną z najbardziej powszechnych form inwestowania w złoto jest zakup jednostek funduszy ETF. Jednostki udziału w funduszach ETF są łatwe do zakupu i sprzedaży, a marża jest o wiele niższa niż w przypadku fizycznego złota. Popularne ETF-y to np. ZKB (Zuricher Kantonal Bank) i Physical Swiss Gold Shares, które inwestują w metal i posiadają własne skarbce. Jednostki można wymienić na fizyczny metal, choć w regulaminach ETF-ów są zapisy, że w szczególnych wypadkach fundusz ma prawo rozliczyć jednostkę w gotówce. To chyba mówi wszystko :) Są też fundusze, które obecnie nie inwestują już w fizyczne złoto, tylko w „papier”. Poznamy je po skrócie GLD. Kontrakty terminowe, bo o nich mowa, polegają na sprzedaży dokumentów oświadczających, że zakupią metal w danym czasie po danej cenie. Gdy przychodzi do rozliczenia, strony wymieniają się gotówką zamiast złotem. Różne formy inwestycji w złoto 2. Akcje spółek wydobywających złoto Inwestowanie w spółki, które wydobywają złoto, wymaga znajomości rynku i przewidywania ruchów. Ryzyko związane z kupowaniem akcji kopalni to nie tylko kwestie ceny złota, ale także górniczych protestów, powodzi jak i działalności państw. Warto zauważyć, że w przypadku zakupu akcji spółek, finalnie inwestujemy w przedsiębiorstwo, a nie w złoto. 3. Kontrakty terminowe – inwestowanie w złoto na giełdzie Inwestycja w kontrakty terminowe to jeszcze większe ryzyko, niż w przypadku inwestycji w spółki czy ETF-y. Giełdy działają na podstawie lewara, mają swoje regulaminy i mogą zrobić dosłownie wszystko, abyś zarobił jak najmniej. Jest to gra typu short, a więc inwestycja krótkoterminowa. Potrzebujesz do niej nie tylko wiedzy z zakresu gospodarki, ale i wiedzy technicznej związanej z interpretacją historyczną wykresów. Aby inwestować na giełdzie załóż konto maklerskie – sprawdź jakie konto maklerskie wybrać. Jak anonimowo kupić złoto? Do niedawna, anonimowo można było kupić wyłącznie złoto fizyczne. Wymiana złoto – gotówka następowała w sklepie stacjonarnym. Od niedawna, za sprawą rządów PiS, państwo postanowiło przyjrzeć się sprawie. Dilerzy mają obowiązek spisania imienia i nazwiska oraz PESEL-u kupującego. Wynika to ustawy o VAT. Niektórzy dziwią się, gdyż przy zakupie złota nie płaci się VAT. Otóż politycy wymyślili to w ten sposób, że złoto jest obwarowane podatkiem VAT, ale stawka wynosi 0%. Państwo polskie kolejny raz próbuje pod pozorem bezpieczeństwa kontrolować jednostkę. Najwidoczniej zdają sobie sprawę, że posiadacze złota będą w przyszłości łakomym kąskiem. Jak kupić złoto anonimowo na białym rynku? Teoretycznie nie ma takiej możliwości. W praktyce, dilerzy nie mogą sprawdzać dowodu osobistego. Muszą uwierzyć Ci na słowo, że podczas zakupów podałeś poprawne dane osobowe… Zatem – zakup złota anonimowo stał się praktycznie zakazany. Czy państwo może skonfiskować złoto? Dlaczego warto kupić złoto anonimowo? Wspomniałem na początku, że w 1933 roku rząd USA pod groźbą kary więzienia nakazał obywatelom pozbycie się złota. Państwo wymieniało złoto na dolary po ustalonym kursie. Obowiązkowi poddało się mniej niż 25% posiadaczy złota. Ci, którzy nie wystraszyli się rządu i zachowali złoto (3/4 Amerykanów), zarobili na tym duże pieniądze. Podobny przypadek mamy w polskiej historii. 28 października 1950 r. polski rząd uchwalił prawo konfiskujące złoto. Za posiadanie złota groziła kara 15 lat więzienia, za handel – kara śmierci. Polacy musieli odsprzedać państwu całe posiadane złoto i obce waluty. Ceny skupu były tak niskie, że w praktyce była to kradzież. Dlaczego większość Polaków mogła sprzeciwić się państwu i zachować rodzinne oszczędności? Ponieważ nabyli złoto anonimowo! Gdzie przechowywać złoto Inwestowanie w złoto to także kwestia bezpieczeństwa i odpowiedzialności. Nie warto kupować złota, jeśli nie masz pomysłu, gdzie będziesz je przechowywać. Poniżej przeczytasz o kilku możliwościach. Wybierz najlepszą dla siebie. 1. Przechowalnia złota – skrytki depozytowe Zagraniczne skrytki depozytowe Podobnie jak istnieją przechowalnie bagażu, tak samo istnieją prywatne przechowalnie złota. Jedną z najbardziej znanych jest Loomis Schweiz AG (dawniej Viamat International), która swoją siedzibę ma w Szwajcarii. Firma zajmuje się transportem i przechowywaniem wszelkich dóbr o dużej wartości. Jej działalność sięga lat 50′ XX wieku. Oprócz Szwajcarii, firma ma swoje siedziby w Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech, USA, Emiratach Arabskich, Brazylii i Hongkongu. Aby przechować złoto w skarbcu tej firmy musimy zapłacić kilkaset złotych miesięcznie. Rzecz jasna firma wyklucza ubezpieczenie, gdyby wojna objęła swoim zasięgiem Szwajcarię. Ceny innych firm przechowujących złoto: Swiss Gold Safe Ltd (Szwajcaria) – od 513 CHF Bank Credit Suisse (Szwajcaria) – od 200 CHF Abbey & Fox Safe Deposits (Anglia) – od 150 GBP Goldkontor Hamburg GmbH (Niemcy) – od 285 EUR Czy przechowanie złota poza granicami kraju jest rozsądne? I tak, i nie. Z jednej strony historia Szwajcarii pokazuje, że rządzący krajem są ludźmi rozsądnymi i mało prawdopodobne, aby któregoś dnia przystąpili do wojny lub mieli znacjonalizować sejfy prywatnych firm. Z drugiej strony, na wypadek wojny warto mieć złoto przy sobie. Transport złota do Polski wiąże się z opłatami celnymi. Polskie skrytki depozytowe Nie każdy wie, że także w Polsce działają prywatne przechowalnie złota, tzw. skrytki depozytowe. Ceny są oczywiście uzależnione od wielkości skrytki. Dla zainteresowanych polecam wygooglować hasło „skrytki depozytowe”. Co do bezpieczeństwa skrytek, to historia pokazuje, że w 1939 roku 90% zasobów Mennicy Polskiej została wywieziona z kraju przez Niemców. Można przypuszczać, że podobnie stałoby się ze skrytkami prywatnymi. Skrytki prywatne są konkurencją dla skrytek bankowych. Ceny polskich firm przechowujących złoto: Śląskie Sejfy (Katowice) – od 1200 zł Twój Skarbiec (Lublin) – od 350 zł 2. Skrytka w banku Skrytka w banku to jeden z bezpieczniejszych pomysłów przechowywania metali. Rzecz jasna, jeśli mamy na myśli czas pokoju i brak kryzysów :) Wystarczy jednak „run na bank” zapoczątkowany jakimś wydarzeniem i dostęp do naszej skrytki może zostać zablokowany. Skrytka w banku nie jest całkowicie nasza. Bank na mocy polskich przepisów ma obowiązek udostępnić zawartość skrytki na wniosek: Straży Granicznej, ABW, Służby Celnej, Policji, CBA, prokuratury jak i komornika. W oparciu o postanowienia sądu, prokuratora lub Generalnego Inspektoratu Kontroli Skarbowej, bank ma prawo zablokować dostęp do skrytki i wstrzymać wydanie jej zawartości. Jak widzisz, w przypadku wplątania się w zatarg z państwem, bank nie pomoże Ci zachować oszczędności. Skrytki bankowe mają tylko niektóre banki i wyłącznie w wybranych miejscach. Ceny skrytek bankowych nie są wysokie. 250 zł rocznie za skrytkę wielkości 10 x 20 x 43 cm, w której zmieści się ponad 150 kg złota, to nieduża kwota. Problemem jest jednak dostępność. Skrytek jest mało i są w pierwszej kolejności przeznaczone dla „ważnych” klientów. Ceny skrytek bankowych: PKO BP – od 350 zł BGŻ BNP Paribas – od 360 zł ABS Bank – od 250 zł Bank Spółdzielczy w Krzyżanowicach – od 250 zł 3. Sejf do trzymania złota Sejf w domu może przydać się nie tylko do trzymania gotówki, broni (oczywiście legalnej), kodów do portfeli kryptowalut, ale także do przetrzymywania złota. Ceny sejfów zaczynają się od 100 zł, ale tego typu ustrojstwa mogą nie wytrzymać mocniejszego uderzenia młotkiem. Czasem zakopanie takiego sejfu lub wmurowanie w tylko nam wiadomym miejscu może wystarczyć. Mocne sejfy to wydatek rzędu kilku-, kilkunastu tysięcy złotych. Takich nawet atom nie ruszy :) Przykładowe sejfy: Yale Sejf domowy – sprawdź ceny Masterlock (odporny na ogień i wodę) – sprawdź ceny Kasa pancerna – sprawdź ceny Sejf Polaszek S1 (możliwy do przechowywania broni) – sprawdź ceny Specjaliści od bezpieczeństwa radzą, aby posiadane kosztowności i złoto schować w kilku miejscach. Osobiste trzymanie fizycznego złota wydaje się najrozsądniejsze na trudne czasy. W czasach pokoju i spokoju gospodarczego, bezpieczniejszym rozwiązaniem wydają się skrytki depozytowe w bankach i prywatnych firmach. Podatek od złota Złoto jest obwarowane podatkiem VAT w wysokości 0%. Co do podatku dochodowego, to jest tutaj równie ciekawa interpretacja. Dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie w interpretacji z 29 maja 2012 r. (IPPB2/415-209/12-4/AK) stwierdził, że nie trzeba płacić podatku dochodowego z tytułu sprzedaży, jeśli zbycie złota będzie miało miejsce po upływie pół roku, licząc od końca miesiąca, w którym nastąpił jego zakup. Złoto inwestycyjne (sztabki złota, złote monety bulionowe) należy bowiem zgodnie z przepisami traktować jako „rzeczy”. Tak samo wypowiedział się np. Dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy w interpretacji z 2 lutego 2012 r. (nr ITPB1/415-1104/11/TK) i interpretacji z 17 lutego 2012 (nr ITPB1/415-1187/11/MR), a wcześniej np. Dyrektor Izby Skarbowej w Poznaniu w interpretacji z 15 maja 2009 r. (nr ILPB2/415-190/09-2/ES). Jeżeli sprzedaż złota (czy innych metali szlachetnych) nastąpi przed upływem 6 miesięcy, w których nastąpił zakup – dochód podlega opodatkowaniu PIT. Nie trzeba płacić zaliczki na PIT w ciągu roku. Po zakończeniu roku podatkowego, w którym osiągnięto dochód z tego tytułu, należy wykazać te dochody w rubryce „inne źródła” (PIT-36). Co ciekawe, Ministerstwo Finansów oraz Krajowa Informacja Podatkowa stanęli na stanowisku, że dochód ze sprzedaży złota należy opodatkować. Ich opinie nie są jednak wiążące z punktu widzenia prawa. Zwyczajowo przyjęte prawo mówi, że zakup fizycznego złota nie jest opodatkowane (gdy sprzedaż nastąpi po pół roku od zakupu), z kolei zakup „papierowe złota” (ETF, opcje itp.) już tak. Będzie to bowiem lokata inwestycyjna. Zakup złota na firmę Niekiedy przedsiębiorcy chcieliby kupić złoto na firmę i skorzystać ze wszystkich możliwości podatkowych, jakie przychodzą do głowy. Niestety, w przypadku złoto nie jest tak kolorowo. Zakup złota na firmę jest obwarowane wieloma przepisami, ponieważ jest uznane za handel złotem. A ten, jak wiadomo – nie jest prosty do rejestracji. Zakup i sprzedaż złota przez firmę wymaga posiadania pozwolenia kantorowego wydawanego przez NBP. Jak twierdzi pan Przemysła A. Słomski z bloga obecnie przepis ten jest martwy, a sankcje za nieposiadanie pozwolenia nie są przyznawane. Nie można jednak wykluczyć, że fiskus w geście desperacji weźmie się kiedyś za ten temat. Jeśli mimo wszystko zdecydowałbyś się na zakup złota na firmę, musisz wiedzieć o kwestiach podatkowych. O ile osoba fizyczna nie zapłaci podatku od dochodów przy sprzedaży, gdy miała złoto min. pół roku, o tyle firmę ten przepis nie obowiązuje. Przedsiębiorca musi zapłacić podatek dochodowy przy sprzedaży złota bez względy na okres posiadania kruszcu. Rzecz jasna wliczanie w koszty zakupu złota jest niemożliwe, jeśli nie jest to związane z prowadzoną działalnością. Kolejną sprawą jest VAT przy sprzedaży złota przez firmę. Złoto sprzedaje się jako VAT „zwolniony”, zatem nie masz możliwości odliczenia VAT-u. Podsumowanie Posiadając fizyczne złoto, nie interesują Cię światowe kryzysy, spadki na giełdach, inflacja i inne okresy, w których ludzie tracą swoje oszczędności. Możesz być nastawiony na inwestycję i spekulowanie, że przyszła cena będzie wyższa niż obecna. Możesz też chcieć zabezpieczyć swój kapitał i domniemywać, że wartość złota w długoterminowym okresie utrzyma swój poziom. Osobiście preferuję drugie podejście. Inwestowanie w złoto w dłuższej perspektywie czasu prawie zawsze jest korzystne. Warto też popatrzeć na bezpieczeństwo. Inwestowanie w złoto wydaje się o wiele bardziej bezpieczne, aniżeli w inwestycja w Bitcoin lub inne kryptowaluty. Różnica polega jednak na tym, że na kryptowalutach można się o wiele szybciej dorobić. Budujemy społeczność – przyłącz się! Informacje przedstawione na tej stronie internetowej są prywatnymi opiniami autora i nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych, w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 roku, w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców (Dz. U. z 2005 roku, Nr 206, poz. 1715) . Czytelnik podejmuje decyzje inwestycyjne na własną odpowiedzialność. Zakupoholizm to problem. Jednak podobnie jak każde inne zaburzenie, którego nie widać gołym okiem, również to jest ignorowane przez większość społeczeństwa. Jest to szczególnie widoczne, gdy jest się kobietą. Konsumpcjonizm to bóg naszych czasów, który wmówił nam, że zakupy to doskonały sposób poprawy swojego humoru, a każda dziewczyna przecież ma prawo do zainwestowania w siebie kilku złotych i poczucia się dzięki temu nieco lepiej. Takie podejście powoduje, że postrzegamy zakupy jako fajną opcję do spędzenia czasu z koleżanką lub możliwość lekkiego napompowania własnego ego poprzez wchodzenie w posiadanie kolejnych ciuchów. Do chwili, gdy nie osiągniemy zawrotnej sumy debetu na koncie z powodu kolejnej genialnej pary jeansów, nikt nie będzie uważał, że częste wizyty w sieciówkach to kłopot — w końcu każda kobieta bla, bla, bla… Jak sobie z tym problemem poradzić? Nie mam zielonego pojęcia, ale za to mogę podzielić się kilkoma przemyśleniami na ten temat, które urodziły się w mojej głowie podczas mieszkania w Gruzji. No więc… JESTEM ZAKUPOHOLICZKĄ! Pierwszy raz mówię to głośno. Co prawda już kilka razy przyszło mi to na myśl, ale teraz pierwszy raz otwarcie to przyznaję. Nie jestem tym typem dziewczyny, o którym został nakręcony film „Wyznania Zakupoholiczki”, gdzie odtwórczynią głównej roli jest Isla Fisher, ale brakuje mi do niej niepokojąco niewiele. Moja szafa się nie domyka, znajdujące się w niej szmaty dopycham nogą, wiecznie uważam, że czegoś mi w niej brakuje (choć po prawdzie z zawartości mojej szafy można by stworzyć szafy kapsułowe dla kilku kobiet) i nieustannie kupuję nowe rzeczy. Co jest w tym najzabawniejsze? Głównie to, że i tak chodzę w czterech kompletach sportowych ubrań, bo sama nie wiem, co skrywa się na moich półkach. Jestem też niezła w usprawiedliwianiu swoich problemów. W końcu nie kupuję drogich ubrań, tylko te z sieciówek, wyprzedaży i lumpeksów — wszystko tanie, więc nie może mnie to doprowadzić do bankructwa. Dla mnie samej, gdy to piszę, brzmi to trochę jak gadanie podstarzałego alkoholika, który przecież pije tylko cztery piwa wieczorem w zaciszu swojego domu, nie rozrabia na imprezach i codziennie sumiennie chodzi do pracy. Niestety, to tylko tłumaczenie. Tak naprawdę moje zbieractwo doprowadza mnie do takiej samej frustracji, jak te cztery browary do uzależnienia. Tureckie podróbki — diagnozowanie schorzenia Choć głównym wątkiem tego artykułu mają być zakupy w Gruzji, to nie mogę przejść do meritum bez opisania zjawiska „oryginalnych” podróbek z Turcji. Produkcja i handel „duplikatami” produktów znanych marek na terenie Turcji, są legalne. Nie ma tam żadnych ograniczeń generowanych pojęciem praw autorskich, a więc z powodzeniem można kupić ubrania o zadowalającej jakości i opatrzone logo lub logotypem znanych marek. Na próżno szukać tam jakichkolwiek zmian w stylistyce znaczka lub nazwy — żadne Adidosy, Niki i Pumby! Wszystko na tureckich bazarach do złudzenia przypomina oryginały. Co więcej, ubrania sportowe często produkowane są z bawełny, więc i jakość tych ciuchów jest całkiem znośna. Co prawda są one nieco gorzej uszyte, kieszenie często wystają poza obręb bluzy, a rozmiarówka najwidoczniej była ogarniana przez pijanego pracownika produkcji (według niej noszę podwójne XL, podczas gdy tak naprawdę mieszczę się w S), ale o tym wie tylko noszący. Reszta widzi tylko świecący z daleka napis ADIDAS. Problem z tureckimi podróbkami jest jednak taki, że o ile w Turcji są one całkowicie legalne, to na terenie Unii Europejskiej można za ich posiadanie ostro beknąć. Może jeden podrobiony dres nie jest oczywistą przepustką do paki, ale walizka zapakowana nimi po brzegi może już wróżyć solidne kłopoty. Jeśli więc zamierzasz w Turcji uprawiać turystykę tekstylną, to przynajmniej rób to rozsądnie, bo naprawdę nie warto poświęcać swoich nerwów za logo jakiejś marki prezentowane na piersiach. Gruzja to kraj, w którym ląduje całkiem sporo podróbek z Turcji. Żeby było zabawniej, tutaj są one tańsze niż w kraju swojego pochodzenia i nieco łatwiej je kupić. Nie trzeba bowiem nurkować w małych sklepikach, gdzie stada majfrendów starają się wcisnąć jednemu turyście cały posiadany przez siebie asortyment. Tutaj są po prostu galerie i duże sklepy z ciuchami z Turcji, gdzie zazwyczaj nikt nie ingeruje w poczucie prywatności kupujących (no, poza pracownikami, którzy wytrwale śledzą każdy ich ruch). Skłamałabym, gdybym napisała, że mózg mi się nie zapalił na widok świetnie podrobionych butów od Jimmy Choo i torebek Louis Vuitton. W pomieszczeniu, które było nim wypełnione po brzegi, dosłownie czułam, jak pochłania mnie chęć kupienia ich wszystkich. No i spoko — ja nie uważam, że przemysł podróbkowy jest taki do szpiku kości zły. Konsumenci podróbek to i tak nie jest grupa docelowa klientów drogich marek. Umówmy się, że jeśli kogoś stać na prawdziwe torebki Fendi, to nie będzie ślinił się na widok udającego ja produktu z metką „made in Turkey”. Jak się opanowałam? Po pierwsze uświadomiłam sobie, jak bardzo komicznie wyglądałabym jako pasażerka w komunikacji zbiorowej w Katowicach z torebką o domniemanej wartości dwóch tysięcy funtów, a po drugie zadałam sobie fundamentalne pytanie, którego zazwyczaj sobie nie zadaje: „Czy ja naprawdę tego potrzebuję?”. Zakupy w Gruzji — kupuj to, czego potrzebujesz Odpowiedź na to pytanie była oczywiście zaprzeczeniem, choć nawet teraz trudno jest mi się do tego przyznać. Nie potrzebuję podrobionych butów, torebek i tanich koszulek wyprodukowanych przez ubogie społeczeństwo w Bangladeszu. Na szczęście zakupy w Gruzji są okazją do odwiedzenia jednego z wielu obecnych tutaj outletów odzieżowych, gdzie z łatwością można odnaleźć nie tylko ubrania znanych marek (oryginałki!), ale też ciuchy o świetnym składzie i w relatywnie niskich cenach. Jakiś czas temu wybuchła rewolucja, jeśli chodzi o to, że konsumenci w końcu zaczęli zastanawiać się nad tym, co właściwie wrzucają do swoich brzuchów. Pojawili się pierwsi partyzanci szturmujący marketowe półki i czytający składy znajdujących się na nich produktów. Rebelianci masowo rezygnowali z towarów ze zbyt dużą liczbą „E” w składzie (tak ja wiem, że E to nie jest uosobienie całego zła na świecie), cukrów, składników pochodzenia zwierzęcego, glutenu i innych rzeczy, które albo szkodzą, albo jest ich po prostu zbyt wiele. Marzę o tym, aby w sklepach odzieżowych stało się to samo i aby klienci nieco częściej czytali składy ubrań. Dlaczego? Głównie dlatego, że świadomość tego, co nosimy prowadzi do kupowania ubrań, które realnie są nam potrzebne i spełniają swoją funkcję. Ciuchy o dobrym składzie są droższe, a więc większość zakupoholików podobnych do mnie zwyczajnie musiałaby zacząć ograniczać swoje wydatki. Zamiast czterech beznadziejnych, poliestrowych kurtek można by było kupić jedną, np. wełnianą, ale za to nosić ją przez kilka lat. I choć samo noszenie wełny dla wielu jest nieetyczne, to myślę, że jest ono bardziej ekologiczne od kupowania ubrań z ropy naftowej, czyli poliestru. To znaczy, że poliester jest zły? To nie do końca tak, że poliester to samo zło. Tkanina ta ma bardzo podobne właściwości do bawełny, ale jednocześnie może do złudzenia przypominać szyfon, jedwab, a nawet wełnę. Problem z poliestrem, akrylem i innymi sztucznymi tkaninami jest taki, że podczas ich produkcji do atmosfery wydzielają się ogromne ilości substancji, które mają bardzo negatywny wpływ na środowisko naturalne. Wśród nich znajdujemy też dwutlenek węgla. Sztuczne materiały są ostro jechane i — moim zdaniem — demonizowane w sieci. Problem nie do końca leży w tym, że w ogóle się je produkuje, ale w tym, iż jest na nie tak potężny popyt (bo są tanie). Ludzie kupują ciuchy ze sztucznych materiałów wręcz hurtowo. Sieciówki wprowadzają nowe kolekcje niemal co miesiąc. I to właśnie to szaleństwo jest w tym wszystkim najbardziej nieekologiczne. Nie ma nic złego w kupieniu sukienki z poliestru. Jednak wyposażenie swojej szafy w dwadzieścia swetrów akrylowych i pięć poliestrowych płaszczy to już znacznie większa ilość zła. No ale ok, wiem że świadomość ekologiczna wciąż jest dobrem luksusowym, więc przemówię w nieco bardziej egoistycznym języku. Kupowanie dużej liczby ubrań ze sztucznych tkanim jest po prostu bez sensu. Swetry akrylowe są piękne, tanie i łatwo dostępne, ale też szybko się mechacą i zwyczajnie nie spełniają swojej funkcji. Akryl jest tkaniną, która nie tylko nie przepuszcza powierza, ale też nie daje ani odrobiny ciepła. Noszenie akrylu zimą ma wartość jedynie estetyczną, To trochę mało, nawet jak na to, że taki ciuch można kupić do 100 złotych. To samo dotyczy poliestrowych płaszczy — ładne i tanie, ale też zimne. Nie wiem jak Wy, ja marznąć nie lubię. Noszenie ubrań ze sztucznych tkanin latem to z kolei trochę jak ubieranie na siebie foliówki. Człowiek poci się w tym, jak świnia, źle się czuje i po prostu jest chronicznie zmęczony. Jeśli nie dla środowiska, to dla siebie zrezygnuj z tego tkaninowego plastiku lub mocno ogranicz jego ilość w swojej szafie. Co to ma wspólnego z Gruzją i zakupoholizmem? Dla mnie najbardziej skutecznym sposobem walki z zakupoholizmem jest narzucenie sobie ograniczeń. Dla przykładu — jeśli chcę kupić sobie sweter, to sama ze sobą ustalam, że ten ciuch ma spełniać swoją funkcję i mnie ogrzewać. Aby tak było, musi być wykonany z naturalnego materiału, na przykład z wełny. Ubranie będzie droższe, więc muszę zdecydować się na kupno jednego produktu (a nie trzech, bo pewnie tyle akrylowych swetrów kupiłabym w tej cenie). Jak już zamierzam wykosztować się na jakiś ciuch, to on musi być idealny pod każdym względem, zero kompromisów. Dzięki temu mogę założyć, że będę chciała go nosić przez więcej niż jeden sezon. Outlety w Gruzji, o których pisałam to kopalnie ciuchów o dobrej jakości. Mnóstwo mu wiskozowych i jedwabnych koszul, wełnianych swetrów i płaszczy, bawełnianych koszulek i prawdziwych jeansów. Są tutaj tańsze niż w wielu miejscach w Polsce. Warto więc pójść na zakupy w Gruzji i wydać na coś kasę raz, ale otrzymać w zamian produkt o wysokiej jakości, a nie kolejny ciuch uszyty z plastiku. W Batumi warto udać się na takie zakupy do galerii handlowej Batumi Mall (88 Zurab Gorgiladze St, Batumi). Na miejscu funkcjonują dwa duże sklepy z końcówkami kolekcji. Można tam znaleźć wiele ciekawostek — od spodni z H&M, poprzez bluzki Guess, aż po ciuchy od Versace. Doskonale wiem, że są jeszcze lumpeksy, że kupowanie tam każdego rodzaju ciuchów jest bardziej etyczne. Racja — to świetna opcja i warto z niej korzystać. Prawda jest jednak taka, że w moim umyśle przejętym przez zakupoholizm ubranie z secondhandu nigdy nie będzie miało wartości takiej, jak to, z którego metkę oderwałam osobiście. A mi w walce z kupowaniem zbyt dużej ilości ubrań chodzi głównie o ograniczenie sobie możliwości wykonywania samej czynności. Sorry, nie mam aż tak silnej woli, aby wygrać z kolejną lumpeksową promocją. Mam za to na tyle rozsądku, aby wyperswadować sobie, że jeśli kupię jeden drogi płaszcz, to na jakiś czas temat okrycia wierzchniego muszę odpuścić. Jedzenie ceny w Gruzji i Armenii, czyli o tym czym się żywić, a czego lepiej nie próbować, gdzie jeść i ile to będzie kosztowało? Jedzenie ceny w Gruzji i Armenii. Gdy planujemy podróż do innego kraju, a dysponujemy skromnym budżetem, jedną z pierwszych rzeczy, którą chcemy znać, to ceny produktów spożywczych w tym państwie oraz kurs lokalnej waluty. Dowiemy się tego zapewne jeszcze przed podróżą. Drugą ważną kwestię większość z nas pozna prawdopodobnie już na miejscu, stojąc przed półkami sklepowymi, mianowicie: jakie produkty wybierać, aby było smacznie i w miarę tanio? O ile wybierając się do Niemiec lub innych państw Unii Europejskiej, produkty spożywcze będą do naszych zbliżone, na dodatek często okraszone angielskimi napisami, o tyle w Gruzji czy Armenii, z rozeznaniem i wyborem początkowo możemy mieć pewne trudności. Artykuł ma na celu rozwianie w pewnym stopniu różnych wątpliwości kulinarnych oraz przybliżenie spożywczego (i nie tylko) rynku Zakaukazia. Jakkolwiek enigmatycznie to zabrzmiało – proszę się nie bać! Gruzja. Dolecieliśmy do Tibilisi lub Kutaisi. Chcemy coś zjeść – trzeba wymienić walutę. Po przeliczeniach dowiemy się, że gruzińskie lari prawie dwukrotnie przebija naszego złotego. Aby kupić 1 lari trzeba zapłacić ok. 1,70 zł. Gdy sobie to uświadomiłem, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy (choć na ekonomii się w ogóle nie znam): jak to możliwe, że taki mały, górzysty i, co by nie mówić, biedny kraj ma walutę lepiej stojącą wobec dolara, niż nasza? Sklepy i artykuły spożywcze w Gruzji i Armenii. Gdy głodni jak wilki, dotarliśmy z lotniska oddalonego od Kutaisi o 20 km, pierwsze co zrobiliśmy po znalezieniu kantora, to szturm na pobliski sklepik, aby choć w małym stopniu zaspokoić pierwszy głód, przed większą ucztą w jakimś barze. Mały rożek truskawkowy – 1,20 lari, kefir 0,5 l – 2,5 lari, najtańsza woda źródlana niegazowana – 1,10 lari, bułka drożdżowa – 2,5 lari. Hm.. tanio nie będzie. Co ciekawe – w Gruzji nie ma cen ze śmiesznymi zakończeniami typu: 1,99. Ceny artykułów spożywczych oczywiście się wahają w zależności od regionu i sklepu, ale szału cenowego nie ma. Kefir już zawsze będzie drogi – czy to w Gruzji czy Armenii. Ciekawe jest to, że sklepy pojawiają się też na dużych wysokościach, a ceny wcale nie muszą wyglądać jak w polskich schroniskach górskich. Ogólna zasada jest taka, że im bardziej turystyczny region, tym wyższe ceny, choć są wyjątki od tej reguły, np. sławne Kazbegi. Ceny tutaj, przynajmniej w roku 2016, były normalne, a nawet niskie. Nie polecam robić zakupów w marketach, gdzie nie ma cen na produktach. W takiej sytuacji, sklepikarz zmierzy nas wzrokiem i jeśli uzna, że możemy mieć gruby portfel, zazwyczaj poda nam ceny z zawyżoną marżą. W tym właśnie sklepie-kiosku, pierwszym po wielokilometrowym zjeździe z gór, sprzedawczyni patrząc na moją kamerę na kierownicy, stwierdziła w rozmowie ze swoim gruzińskim mężem/kolegą: „luksus” i cena jaką przyszło mi płacić za produkty spożywcze okazała się dwa razy wyższa. O paragonie można zapomnieć lub będzie to paragon zbiorowy – nie wiadomo będzie ile za co. Miałem do czynienia również z sytuacjami, gdy mimo stania w kolejce, obsługiwani byli najpierw miejscowi, którzy weszli za mną. Było to niezbyt przyjemne. W sklepach należy zwracać zawsze uwagę na termin ważności produktów. Pierwszego dnia, pod Kutaisi, kupiliśmy konserwę, której termin ważności upłynął w 2014 r.! Na szczęście nie śmierdziała i była jadalna – z braku laku zjedliśmy ją z chlebem. Na straganach można się targować. Czasami da się kupić coś taniej. Wejście na targowisko mięsno-warzywne w Kutaisi. Wyjątkiem są sklepy z pamiątkami – tu na pewno nie zejdą z ceny. Najlepiej, gdy sprzedawca nie chce zejść z ceny, odwrócić się na pięcie i odejść, pokazać, że nam aż tak nie zależy. Wówczas wielu handlarzy się nawraca i będzie wołać za nami, zgadzając się na podaną przez nas cenę (negocjacje oczywiście w języku rosyjskim). Obwoźny handlarz w Kutaisi Mięsa raczej bym nie kupował. Na Zakaukaziu często trzyma się surowe mięso poza lodówką (zwłaszcza na targowiskach), co przy tamtejszych upalnych miesiącach letnich nie jest najlepszym pomysłem. Poza tym nigdy nie wiemy ile to mięso już sobie tak leży w małym, wiejskim sklepiku. Podobnie było jeszcze nie tak dawno w polskich G-S-ach. Ponadto zauważyłem dużą różnicę w zaopatrzeniu sklepów we wschodniej i zachodniej Gruzji. Na wschodzie, czyli tam, gdzie ulokowana jest stolica państwa – Tbilisi, sklepy są o niebo lepiej zaopatrzone. Jak ręką odjął – ten podział jest bardzo wyraźny. Bary i restauracje. W barach i restauracjach gruzińskich i armeńskich obowiązuje bezwzględnie 10%-owy napiwek, który barman sam dolicza do rachunku. Jeśli przy jednym stoliku siedzieć będzie kilka osób i pojawi się chęć rozliczenia osobno, będzie problem. Nie dostaniecie Państwo osobnych paragonów – będzie jeden wspólny z wliczonym napiwkiem i basta! Nie raz mieliśmy z tego tytułu dodatkową robotę, by się doliczyć, głównie przez ten śmieszny napiwek. Lokalna kuchnia. Jadąc do Gruzji dowiedzą się Państwo, że kuchnia jest pyszna a szczególnie, no właśnie, co takiego jest w niej pysznego? Główny nurt głosi, że placek z serem zwany chachapuri. Na pierwszym planie kubdari, w dalszym – chachapuri. Osobiście mam wątpliwości. Można raz skosztować oczywiście. Można zamówić też wersję z mięsem, czyli kubdari, ale… Po pierwsze kuchnia gruzińska jest okropnie tłusta. Wiele potraw pływa w tłuszczu jak w rosole. Przykład obtłuszczonej potrawy – wszystko aż kipiało od tłuszczu. Danie zaserwowane w restauracji w Signagi – gruzińskim mieście ślubów. Chachapuri z różnych knajp, nawet w obrębie jednego miasta, nie są sobie równe. Na pewno są mdłe w smaku, ale dobrze zrobione, jadalne. Źle zrobione ociekają tłuszczem, są przesolone albo za mało słone, itd. Różnią się też kolosalnie cenami – od 2,5 lari po nawet 10 lari. Polecę tutaj wariant chachapuri z jajkiem sadzonym w środku. Najbardziej mi smakowało i zjadłem je nie w Gruzji, lecz w Stephanakercie – stolicy Górskiego Karabachu. Z kubdari też może być różnie. Mięso w środku może być czystą wołowinką ekstra, ale za ostrą, bądź przyprawione dobrze, ale z najgorszej jakościowo mielonki z jakimiś chrząstkami. Całkiem smaczne były pierożki chinkali (duże pierogi w kształcie różyczki kalafiora z mielonym mięsem i rosołem w środku), ale tylko te w barach. Nie polecam kupować mrożonych w sklepie, gdyż zamiast mięsa, w środku będą chrząstki i ścięgna. Gruzini i Ormianie lubują się bardzo w kolendrze, zwanej po rosyjsku kinza, a po ormiańsku hamem. Przyznam się Państwu, że owa kinza psuła mi dzień w dzień smak wielu potraw. Dodawana jest do wszystkiego zarówno w Gruzji, jak i w Armenii. Występuje razem z natką pietruszki i często nie idzie jej od tej pierwszej odróżnić. Ma bardzo intensywny smak, który porównałbym do kminku, którego nie znoszę i jeśli kucharz w kuchni znalazł się przypadkowo, to potrawa niemal zawsze będzie „przekinzowana”. Zioło to w przesadzonej ilości przyćmi inne smaki. I tak właśnie stało się w gruzińskim mieście Gori. Zamówiłem w restauracji zupę grzybową. Mimo, iż talerz pełen był grzybów, to zupa smakowała wyłącznie kinzą! Wówczas miarka się przebrała i zacząłem usilne dociekać co takiego psuje mi smak potraw w Gruzji. Długo nie mogłem odkryć co też to było. Wpadłem na to dopiero w Armeńskiej restauracji, zadając po prostu kelnerce pytanie o nazwę zielska, które wyłowiłem z talerza. Od tamtej pory zawsze, nawet przy zamawianiu fastfooda, zastrzegałem, że „bez kinzy”. Pożywnym i, w tamtych rejonach, zdrowym fastfoodem okazała się sharma (tak mówi się na Zakaukaziu na coś w rodzaju „naszej” tortilli). Oczywiście tutaj składniki zawija się w lawasz, a nie wrapa. Smak tych dwóch placków jest bardzo podobny. Różnica tkwi w składnikach, które w Gruzji i Armenii zazwyczaj są naturalne, często ze swojego ogródka. Dodaje się tutaj oprócz gyrosa, pietruszkę, pomidory, ogórki kiszone, cebulę, paprykę i tą nieszczęsną kolendrę. Słowem – to co jest dostępne i co samemu można wyhodować. Polecę Państwu jeszcze dwie zupy – „ostry” oraz „mashrama”. „Ostry”, czyli wołowina na ostro w sosie pomidorowym, podana w polskiej knajpie w miejscowości Udabno, na pustyni, 15km od Monastyru Dawid Garedża. Są to zupy gulaszowe na wołowinie. Zazwyczaj dają hojne porcje i dużo gotowanego mięsa oraz talerz chleba. Chleb dodaje się tutaj praktycznie do każdej potrawy gratis. Wyjątek stanowi sytuacja, gdy pytają czy podać też chleb – może to oznaczać, że chleb jest ekstra płatny. Swojskie jadło – rodzaj warzywnego lecza z ziemniakami, w małej wiosce w górach, po drodze do Mestii. Zajadaliśmy się też przypadkowo odkrytym miejscowym przysmakiem z piekarni i sklepów spożywczych, nazwaliśmy to kartoszką. Kartoszka to tania bułka z ziemniakami i koperkiem. Zrobiona jest z ciasta pączkowego, a w środku znajduje się farsz jak w pierogach z ziemniakami, a dodany koperek idealnie wkomponowuje się w smak bułeczki! Bardzo polecam! O dobrych, klasycznych frytkach można zapomnieć. Coś, co na karcie dań nosi nazwę „fries”, zazwyczaj będzie ociekającymi olejem, niedopieczonymi talarkami ziemniaczanymi (nawet w niektórych restauracjach). Na Zakaukaziu mają dobry ser. Wędzony surguni, jest to coś w rodzaju skrzyżowanego oscypka z twarogiem i żółtym serem z dziurami. Mocno słony, twardy, porowaty, a przy tym swojski i dobry. Najlepiej kupić go u kogoś w domu, w jakimś gospodarstwie – będzie taniej i zdrowiej. This slideshow requires JavaScript. Matsoni – jogurto-śmietana, którą można sobie posłodzić cukrem. Dla mnie średnie w smaku, ale jak ktoś lubi produkty mleczne, smaki dzieciństwa, to czemu nie? Kebab – bułka z mieloną „parówką” mięsną w bardzo ubogiej wersji, zarówno jeśli chodzi o jakość mięsa, jak i ilość dodatków. Mięso rozmrażane w mikrofali. Najwięcej tego jedliśmy w Armenii (często po prostu nic innego nie mieli w barach). Nie polecam. Przysmak jaki zapamiętam z butików i piekarni armeńskich oraz Karabachu, to akroszka, czyli lodówkowa mizeria z koperkiem w plastikowej butelce półlitrowej. Smak, jak z dzieciństwa! Wspaniale gasi pragnienie w tamtejszych upałach! Gdyby nie było akroszki, polecam tan, czyli kefir. W tym samym czasie odkryłem również inny piekarniczy wyrób Armenii, którego nazwy już nie pamiętam. Był to cieniutki lawasz z mielonym mięsem i pietruszką na wierzchu. Prosto z pieca – pycha! Przy okazji – w Gruzji i Armenii nie sprzedają torebek jednorazowych „w trosce o środowisko” – dają je gratis! Pakują w nie wszystko, nawet gorące pieczywo. Wino. Z domowym winem kupowanym na straganach bywa różnie. W Gruzji widziałem, że sprzedaje się je na straganach na widoku. W Armenii na widoku są tylko soki własnej produkcji wystawiane razem z dżemami i owocami. Wino jest schowane, a degustacja i zakupy jedynie na prośbę klienta (czyżby wymagana była tu koncesja na sprzedaż alkoholu?). This slideshow requires JavaScript. W Kazbegi w Gruzji daliśmy się zrobić w konia z winem, nie kosztując go przed kupnem. Złożyliśmy się we trzech i dopiero w pokoju okazało się, że z winem to ma nie wiele wspólnego. Było to wino lub sok zaprawiany spirytusem – fuj! Oczywiście to wylałem, było ohydne! Następnym razem zawsze próbowałem wina, zanim kupiłem. Nie zapomnę jak przy monastyrze w Gremi, w winnym regionie Gruzji – Kachetii – poprosiłem właśnie babcię („ekspedientkę straganową”), aby dała mi skosztować wina z plastikowej butelki, które usilnie starała się nam sprzedać. Kobieta dłońmi dosłownie czarnymi z brudu wytarła jakiś plastikowy, używany już wcześniej kubeczek i nalała doń próbki wina. Napiłem się z tegoż „naczynia”, ale wyobraźcie sobie Państwo co czułem – krótko mówiąc – trochę mnie cofnęło. Wino okazało się na szczęście być dobre. Przy okazji – w Kachetii, w miejscowości Kvareli znajduje się sławna winnica Kindzmarauli Corporation Wine House. Winnica Kindzmarauli Corporation Wine House Można sobie za niewielkie pieniądze nabyć bilet i zwiedzić z przewodnikiem w języku rosyjskim piękne pomieszczenia, gdzie wytwarza się wino, eksportowane później do kilkudziesięciu krajów, w tym Polski. Dopłacając 8 lari można również zafundować sobie degustację 4 win – dwóch białych i dwóch czerwonych. Są wyborne, zwłaszcza te schłodzone! This slideshow requires JavaScript. Piwo w Gruzji i Armenii do tanich nie należy. W Armenii jest drogie. Na butelkę trzeba wydać średnio 4 zł. Nie widziałem nigdy ludzi kupujących całe zgrzewki złotego napoju. Prawdopodobnie ich na to nie stać. Nietypowy kształt armeńskiej butelki piwa O dżemach w sklepach można raczej zapomnieć. Jeśli są, to w ciężkich, ozdobnych szklanicach, które kosztują o wiele za dużo, a produkt zawarty w środku to przede wszystkim cukier, nie owoce. Ohyda! Pozostaje mi jeszcze opisać jeden z typowo gruzińskich, zdrowych przysmaków – ciurćchelę (pisane tak jak się wymawia). Ciurćchela to coś wyglądającego na pierwszy rzut oka, jak kabanosy, ale wisi na straganach wśród owoców. W środku znajdują się orzechy włoskie w miąższu z winogron, a parafinę zewnętrzną tworzy zastygnięty sok winogronowy. Bardzo smaczne! Polecam także jeść dużo arbuzów i melonów – gaszą pragnienie i na Zakaukaziu są całkiem tanie. This slideshow requires JavaScript. Na straganach znaleźć można oczywiście dużo więcej owoców, a sprzedawcy prześcigają się w układaniu owocowych konstelacji, które mają przyciągnąć klientów. Tak zadbane stoiska straganowe to prawdziwe dzieła sztuki! This slideshow requires JavaScript. Warto wspomnieć również o tym, że większe markety w Gruzji czy Armenii należą do rzadkości. Hipermarket widziałem tylko jeden – w Erywaniu (stolica). Dominują małe, często niepozornie wyglądające z zewnątrz sklepiki i stragany, które często są obsługiwane przez dzieci (tak! przez nastolatków!). This slideshow requires JavaScript. Na koniec warto również wspomnieć o licznych przydrożnych pasiekach i punktach sprzedaży rozmaitych miodów… … oraz o lokalnym rzemiośle, a zarazem „sztuce użytkowej”: This slideshow requires JavaScript. Na koniec udostępniam zestawienie cen z paragonów i swojego notatnika, które w trakcie podróży skrupulatnie sobie zapisywałem. Jak podałem na początku – ceny uzależnione są od regionów. Z armeńską walutą jest trochę kłopotu, gdyż nominały są ogromne. W przybliżeniu można przyjąć, że 1 zł to 100 dram. Ceny w Gruzji i Armenii w przeliczeniu na polskie złote są podobne. W Armenii czasami ździebko większe. Ceny w Gruzji: Internet na kartę 6GB – 17 lari (na okres 1 miesiąca), Woda niegazowana źródlana 1,5 litra – 1 lari, Kefir 0,5 litra – 2,2 – 2,8 lari, Bułka drożdżowa – 0,50 – 2,5 lari, Sharma – 5 – 8 lari, Chleb – 0,50 – 2 lari, Ogromny lawasz (jedzony jako chleb, bułka) – 1 lari, Zupka chińska – 0,35 – 0,60 lari, Feezy (idealnie podrobiona w smaku gruzińska fanta) – 1 litr – 1,5 lari, Feezy 0,5 l – 1,1 lari, Feezy 2l – 3 lari, Kiełbasa – 11-14 lari/kg, Ser żółty 200g – 4,5 lari, Piwo – 1,5 – 4 lari i więcej, Ohydne żelki galaretki – 2 lari, Krem czekoladowy – 5 – 5,5 lari, 1 kg mrożonych pierożków chinkali ze sklepu – 3,5 lari, Magnesy na lodówkę 3 – 5 lari, Palnik piezoelektryczny do gazowej kuchenki turystycznej – 35 lari, Chałwa – 4 lari, Nocleg w pokoju przydomowym – 20 lari, + jeden lub dwa posiłki-uczty – 10 -20 lari, w sumie 40 lari, udostępnienie pralki na jedno pranie – 5 lari, Frytki – 3 – 6 lari, Przydomowe jadło w górach – nieduże i niezbyt wykwintne śniadanie (warto wcześniej zapytać ile to będzie kosztowało) – 15 lari/os.!!, Orzeszki puszka – 1,50 – 3,50 lari, Mały proszek do prania – 1,80 lari, Mała pizza – 5 lari, Kukurydza gotowana przy drodze (pastewna – oszukana!) – 3 lari, Ciurćchela (przy drodze) – 2-3 lari, Kartoszka – 0,45 – 1 lari, Pizzerka – 2 lari, Energy drink – 1 – 2 lari, Bar mleczny – kotlet mielony, surówka, frytki – 9,50 lari. Ceny w Armenii: Fanta 0,5l – 280 dram, Restauracja – zupa, drugie danie, kawa naparstek, małe porcyjki – 3000 dram, Kawa z automatu – 150 dram, Fanta z automatu 0,5l – 300 dram, Pyszna sharma z warzywami z ogródka, a nie puszki – 600-800 dram, Drogie piwa, najtańsze po 400 dram, Mały Snickers – 220 dram, Płatki, kulki czekoladowe – 1000 dram, Nutella najmniejsza – 1000 dram, duża – 1700 dram, Wino domowe 1l – 1000 dram, Ceny w Karabachu: Akroszka (mizeria w butelce) – 250 – 450 dram, Piwo – 420 – 500 dram, Fanta 0,5l – 300 dram, Frytki – 500 dram, Kurczak z warzywami – 1200 dram, Internet 250MB – 1900 dram, Wiza karabaska – 3000 dram, Spagetti z kurczakiem – 900 dram, Spaghetti bolognase – 700 dram. 9 powodów, dla których warto pojechać do GruzjiGruzja zdobywa przez ostatnie lata serca tysięcy turystów z całego świata. Podróż na Kaukaz z Polski bardzo się uprościła, gdy tanie linie lotnicze zaczęły uruchamiać nowe połączenia między Polską, a lotniskiem w gruzińskim Kutaisi. Jeśli nie jesteś jeszcze przekonany, czy powinieneś odwiedzić Gruzję, przygotowałem dla Ciebie listę 9 powodów, dla których warto pojechać do warto pojechać do Gruzji?Gruzja jest krajem tak bogatym w różnej maści atrakcje, że planowanie podróży będzie dla Ciebie czystą dla których warto pojechać do Gruzji, zebrałem dla Ciebie w formie dziewięciopunktowej listy. One przybliżą Ci atmosferę, z którą spotkasz się już od pierwszych minut pobytu w Gruzja to kraj kompletnyDo Gruzji nie jedzie się po jeden, konkretny typ wypoczynku. Pomimo, że powierzchnia Gruzji jest prawie 5-krotnie mniejsza niż powierzchnia Polski, krajobraz kraju jest bardzo jesteś miłośnikiem gór, w Gruzji znajdziesz zarówno wymagające dużych umiejętności szlaki na pięcio- i czterotysięczniki, jak i ogrom łatwych, dostępnych dla każdego tras Droga Wojenna łącząca Tbilisi ze Stepancmindą i rosyjskim WładykaukazemPrzejazdy marszrutkami po górskich drogach dostarczą sporo wrażeń i... odrobiny lęku (o to już dbają energiczni i często ignorujący przepisy drogowe kierowcy).Na terenie Gruzji znajdziesz ponad 600 jaskiń - aż ⅔ wszystkich, które odkryto na terenie dawnego Związku Radzieckiego. W okolicach Kutaisi możesz zwiedzić kilka z wolisz odpoczynek nad morzem, to zachodnia część Gruzji czeka na Ciebie z ciepłym wybrzeżem Morza Czarnego i najbardziej rozpoznawalnym kurortem kraju - zafascynowane historią znajdą w Gruzji starożytne, wykute w skale miasta (np. Uplisciche niedaleko Gori), malowniczo położone klasztory (jak wykuty w skale kompleks monastyrów Dawit Garedża), ale również zabytkowe dzielnice współczesnych miast. Poszukiwacze współczesnej architektury lub miejskiej eksploracji również się nie Gruzji nie brakuje obiektów poprzemysłowych, opuszczonych budynków i budzącej coraz większe zainteresowanie architektury modernizmu i Bliskość kultury i religiiPod względem kultury i religii, Gruzja jest bliska Polsce i innym krajom europejskim. Jeśli obawiasz się podróży do kierunków, które są nam dość odległe kulturowo i wymagają innego, nienaturalnego dla Polaków zachowania - Gruzja nie stawia przed turystami z Europy tego typu zachowania są zbliżone do tych, które obowiązują w Polsce. Kraj jest od kilku lat stowarzyszony z Unią Europejską. Gruzja jest krajem chrześcijańskim, w którym dominuje prawosławie. Kraj przyjął chrześcijaństwo ponad 600 lat przed chrztem i postępowe podejście przedstawiają przede wszystkim mieszkańcy dużych ośrodków miejskich - gorzej jest jednak na wsi, gdzie np. związki homoseksualne nie są jeszcze powszechnie i Gruzję łączą zbliżone tradycje, które w Gruzji są bardziej wyraziste - np. duża gościnność i otwartość na przyjezdnych, tradycja wspólnego, wielogodzinnego biesiadowania (supra), ważna pozycja rodziny w codziennym ruch turystyczny zmienia trochę obraz Gruzji, przez co turystów siłą rzeczy zaczyna się traktować trochę mniej wyjątkowo. Ze spontanicznym zapraszaniem przyjezdnych np. na suprę, oczywistym jeszcze kilkanaście lat temu, można się teraz spotkać tylko w małych, znajdujących się poza głównymi szlakami społeczeństwie pozostaje jednak przeświadczenie, że gość to dar od Boga i trzeba dołożyć wszelkich starań, aby dobrze wspominał pobyt na Kaukazie. Mówienie o wyjątkowej, gruzińskiej gościnności nie jest przesadzonym, utartym Genialna kuchnia gruzińskaPierwsze kroki w poznawania gruzińskiej kuchni stawiałem jeszcze w Polsce, dzięki rozwijającej się sieci gruzińskich restauracji i piekarni w całym naszym kraju. Pokochałem ją tak mocno, że jedną z podróży do Gruzji zaplanowałem jako całkowicie zwiedzać, próbowałem dzień po dniu kolejnych dań w rozmaitych restauracjach i do Polski wróciłem prawdopodobnie o kilka kilogramów cięższy. Nie jestem tego pewien, bo nie odważyłem się stanąć na tak dużej popularności gruzińskiej kuchni wśród Polaków jest moim zdaniem prostota dań i fakt, że większość z nich przyrządza się z popularnych w polskiej kuchni składników - białej mąki, sera twarogowego, kilku rodzajów mięsa, kraftowe piwo i ogromne adżarskie chaczapuri, z którym mierzy się NatalkaKuchnia gruzińska jest też przyjazna wegetarianom - wiele popisowych dań nie ma wśród swoich składników mięsa. Myślę, że szansa na to, że kuchnia gruzińska zupełnie nie przypadnie Ci do gustu jest pomijalnie mała. Jeśli nie jesz glutenu, czeka na Ciebie spory wybór dań przygotowywanych w piecu, np. Niskie koszty życiaPodróż do Gruzji nie powinna poturbować Twojego portfela. Koszty życia są przeciętnie niższe niż w tańszy jest transport wewnętrzny (nawet kilkukrotnie w porównaniu z cenami za przejazd podobnego dystansu w Polsce) i usługi noclegowe (nie włączając w to hoteli o najwyższym, kilkugwiazdkowym standardzie - ceny w nich są podobne do zachodnioeuropejskich).Deptak przy ulicy Davit Aghmashenebeli w TbilisiBajecznie tanie są miejsca w hostelach i guesthousach (nawet 20-30 zł za nocleg jednej osoby). Pokoje o wyższym standardzie wynajmiesz w rozsądnych kwotach - zdecydowanie taniej, niż w kuchni gruzińskiej są oczywiście tańsze niż te serwowane w restauracjach gruzińskich w Polsce, ale generalnie koszty wyjścia do restauracji w Gruzji są zbliżone do tych w naszym kraju. Gastronomia nie jest z pewnością tym, co przyniesienie duże oszczędności - szczególnie, że kuchni gruzińskiej bardzo trudno się Przychylność dla PolakówPolska i gruzińska kultura są w wielu aspektach zbliżone, co daje solidny fundament pod dobrej stosunki tych dwóch narodów. Relacje polsko-gruzińskie weszły na nowy, pełen szacunku i uznania poziom w 2008 r. - po wizycie prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w sytuacji dużego zagrożenia stolicy Gruzji ze strony kroczących w jej stronę wojsk rosyjskich (trwała wtedy krótka wojna o Osetię Południową), przewodzący międzynarodowej delegacji Lech Kaczyński dotarł do Tbilisi wraz z rządzącymi państwami bałtyckimi i przez tę polityczną presję nie doszło do eskalacji konfliktu. Gruzini nadal są za ten gest wdzięczni, a Kaczyński urósł w Gruzji do rangi narodowego Gruzji nie brakuje polskich turystów. To może dodać Ci większej pewności siebie - jeśli to będzie jedna z Twoich pierwszych, samodzielnie planowanych podróży zagranicznych, to rzesze Polaków dadzą Ci poczucie bezpieczeństwa i brak lęku związanego z barierą Tradycje winiarskieGruziński region Kachetia jest kaukaską stolicą winiarstwa. Winnice szczelnie pokrywają znaczną część tego skrawka Gruzji, a warunki naturalne tylko sprzyjają rozwojowi plantacji. Historycy podają, że ślady produkcji wina na tych terenach sięgają nawet 8000 lat wstecz!Nawet dla nieświadomych konsumentów wina nazwa "saperavi" coś tam mówi - to właśnie najpopularniejsza, czerwona odmiana gruzińskich winorośli. Gruzińskie wino jest coraz popularniejsze w Polsce - bywa dostępne w sklepach pokroju Biedronki i piją wino na potęgę. Dobrego wina można się napić w każdej restauracji, a w mniejszych miejscowościach bez problemu można kupić wina domowej roboty. Często są sprzedawane w plastikowych butelkach, np. po Coca-Coli. W lokalnych sklepach prawdopodobnie kupisz również gruziński bimber z winogron - Bezpieczeństwo w krajuCzasy konfliktu z Rosją minęły już ponad 10 lat temu. Gruzja po reformach Saakaszwilego jest krajem bezpiecznym, z profesjonalną i nieskorumpowaną policją. Nie powinieneś mieć obaw przed podróżą na Kaukaz - średni poziom drobnej przestępczości nie odstaje od średnich dla krajów zachodniej policji działają nawet w małych miejscowościach, a częste patrole na ulicach jeszcze zwiększają poczucie nie sprawuje realnej władzy na terytorium Abchazji i Osetii Południowej - dwóch separatystycznych republik, które na początku lat 90. ogłosiły MSZ odradza podróże do tych regionów - nie możesz tam liczyć na pomoc polskiego konsula w Tbilisi. Podróż jest jednak możliwa - dostaliśmy zgodę na wjazd na teren Abchazji, ale do podróży nie doszło niestety z powodu Ogólnie "wyluzowanie" i brak nadmiernych regulacjiGruzja jest krajem stowarzyszonym z Unią Europejską, ale formalnie do niej nie należy. Dzięki temu ten kraj ominęła rozbuchana biurokracja (przynajmniej w niektórych aspektach) i nadmierne regulacje wielu dziedzin życia, które wymusza na swoich członkach Gruzji dopiero od 2019 r. obowiązkowe są przeglądy techniczne aut - dawniej jeździły one czasami w stanie totalnego rozkładu. Nadal nieobowiązkowe jest ubezpieczenie OC samochodu (co w UE jest niewyobrażalne).Przemarsz owiec, który za kilkadziesiąt minut całkowicie zablokował ruch na Gruzińskiej Drodze WojennejPoza stolicą Gruzji życie płynie w niespiesznym tempie. Starsi Gruzini przesiadują w parkach i grają w kości, przechodnie zaczepiają się i rozmawiają. Życie ulicy to nie tylko ruch samochodów, ale także międzyludzkie interakcje, sąsiedzkie każdym razem czuję, że atmosfera jest bardziej swojska niż w Polsce, a ludzie - pomimo czasami trudnej codzienności - cieszą się nawzajem swoją Bogata siatka tanich połączeń lotniczychPolska ma to szczęście, że loty do wykorzystywanego przez tanie linie lotnicze lotniska w Kutaisi są dostępne z większości polskich lotnisk (poza czasami pandemii koronawirusa).Dostępna siatka połączeń jest bogata, a okazje cenowe zdarzają się dość często. Możliwe jest wyszukiwanie biletów za nawet 250 - 350 zł w dwie strony. Lotnisko w okolicach Kutaisi jest dobrze skomunikowane marszrutkami i autobusami z głównymi miastami Gruzji (Tbilisi, Batumi, Kutaisi).Oczywiście dużo zmieniło się przez pandemię koronawirusa, ale przewiduję, że tanie połączenia do Gruzji wrócą jako jedne z pierwszych. Potencjał ruchu turystycznego jest ogromny i przewoźnicy lotniczy będą chcieli to maksymalnie do Gruzji - o czym powinieneś pamiętać?Jak każda podróż za granicę, wyjazd do Gruzji wymaga odpowiednich przygotowań i zaplanowania kilku ważnych spraw. Domyślam się, że ten etap przygotowań może być stresujący - wypisałem więc poniżej wszystkie ważne kroki, o których powinieneś pamiętać przed podróżą do zaplanować podróż do Gruzji?Jestem pewien, że mogę dobrze pomóc Ci w planowaniu podróży do Gruzji. To jeden z moich ulubionych krajów, w którym spędziłem już łącznie długie tygodnie. Przeczytaj mój artykuł z praktycznymi informacjami, które przydadzą Ci się przed nie próbuję udowodnić Ci, że to wszystkie powody, dla których warto pojechać do Gruzji. Do tego kaukaskiego kraju przyciąga znacznie więcej - właśnie dlatego tak często podróżuję do Gruzji i odkrywam jej nowe oblicza. Życzę Ci udanej wyprawy! Nadal nie masz pomysłu na wakacje jesienią? O tej porze doskonale sprawdza się Gruzja! Oglądasz prognozy pogody i główkujesz, gdzie wybrać się jesienią na niezapomniany wypoczynek. A słyszałeś już o wyprawach do Gruzji? Jeżeli nie, to warto poświęcić trochę uwagi temu kierunkowi. Świetne połączenie tanimi liniami lotniczymi a do tego piękne majestatyczne góry, winiarskie festiwale, skarby UNESCO, wyborne trasy wyprawowe, ciepłe, niesamowite Morze Czarne a do tego wiele kulturalnych wydarzeń, pyszne jedzenie i niesamowita gościnność. 1. Łagodny start przygody Swanetia W Gruzji sezon jesienny zaczyna się jak u nas we wrześniu. Różnica polega na tym, że mamy do czynienia z łagodnym klimatem, piękną pogodą, ciepłym wiatrem i cudownym słońcem. Nie doświadczymy tutaj ekstremalnych zmian pogodowych i spokojnie jeszcze możemy dać nura w morzu czy delektować się raftingiem w Svanetii. 2. Święto wina – zakosztuj gruzińskich smaków podczas winobrania. Gruzja słynie z wyjątkowego wina Wrzesień to nie tylko "czwarty miesiąc lata" w Gruzji, ale także piąty sezon i zarazem czas zbieranie winogron ("rtveli" w języku gruzińskim). To w Gruzji wyjątkowy miesiąc, w którym wszyscy winiarze razem pracują, bawią się i śpiewają i świętują. Musicie wiedzieć, że kultura winiarska liczy sobie 8000 lat i każdy z mieszkańców tego pięknego kaukaskiego kraju jest dumny z tego dziedzictwa. 3. Góry są piękne! Racha Szczególnie o tej porze roku, gdy mienią się cudowną paletą kolorów, która urzeknie nie tylko artystów czy wrażliwych romantyków ale każdego turystę. To tutaj zobaczysz unikalne połączenie fioletu i złota oraz ogrom cztero i pięciotysięczników ze szczególnie piękną Uszbą. 4. Szlaki turystyczne są nadal dostępne Omalo Możecie maszerować i wspinać się po trasach w Tusheti, Khevsureti i Svaneti. Do najbardziej oddalonej Svanetii można wybrać się wypożyczonym samochodem lub tzw. „marszrutką” albo skorzystać z wyjątkowego lotu samolotem linii VanillaSky. Region Khevsureti jest również dostępny we wrześniu, a Kazbeg czeka na Ciebie do późnej jesieni. 5. Tbilisi czyli cała Gruzja w jednym miejscu Tbilisi Tradycyjnie pod koniec października, w weekend, Tbilisi świętuje dzień miasta zwany „Tbilisoba”. Szczególnie zachęcamy do spróbowania „Mtsvadi” – gruzińskiego szaszłyku oraz obowiązkowych pierożków „chinkali”. Na ulicach starego miasta odbywają się spektakle teatralne, pieśni oraz pokazy tańca ludowego. W tym roku Tbilisoba odbędzie się 13/14 października i to jest świetny powód do wyprawy do Tbilisi. 6. Festiwale artystyczne i fotograficzne Kazbegi Jesień to czas, kiedy ludzie wracają z wakacji, co oznacza, że życie miejskie zaczyna znów się rozwijać. Tbilisi zazwyczaj wtedy organizuje festyny fotograficzne, które odbywają się nie tylko w różnych galeriach, ale także na ulicy. Jesienią 2017 szczególnie polecamy : Dzień Wina Gruzińskiego (Tbilisi, Festiwal Serów Kaukaskich (Tbilisi, No Fotografii (13-20 września) Festiwal Jazzowy w Tbilisi (listopad), Telavi Music Festival (Telavi, BIAFF - Batumi International Arthouse Film Festival (Batumi,

czy warto kupić złoto w gruzji